
BISOU BALM VIOLETTE_FR DLA ZMYSŁOWYCH, NATURALNYCH UST
Jeśli chodzi o szminki zawsze byłam minimalistką: wystarczą dwie trzy, ale muszą być świetnej jakości, muszą pasować jak ulał i jednym magicznym pociągnięciem mają zamienić mnie z kopciuszka w pewną siebie, olśniewająca królową. Powaga tej misji sprawiła, że od lat jestem wierna tylko kilku wybranym markom, takim jak na przykład #Bobbi Brown (seria Crushed Lip), i z wielkim bólem ulegam namowom kuzynek czy koleżanek, żeby choćby spróbować czegoś nowego, bo przecież lata doświadczeń pokazały, że niczego lepszego nie ma!. Korekta. Niczego lepszego nie było, dopóki na rynku nie pojawił się Bisou Balm Violette_FR. Jest to coś pomiędzy balsamem, których zazwyczaj unikam ze względu na ich lepką konsystencje, a matową szminką, których również nie stosuje z powodu dziwnego uczucia sztuczności. Bisou Balm ma lekką, wygładzającą, ale zarazem nawilżającą konsystencję, nie klei się, nie obciąża ust, cudownie się rozprowadza, a przede wszystkim subtelnie, ale bardzo efektownie, wydobywa naturalny odcień ust, by wyglądały, jak zakłada twórczyni #Bisou Balm, tak jak tuż po pocałunku. Odcień #Amour Fou polecam wszystkim dziewczynom, które chciałyby nosić klasyczną mocną czerwień, ale do tej pory albo nie znalazły dla siebie odpowiedniego koloru albo nadal zbierają odwagę, by w takiej czerwieni pokazać się światu w nowej, pewnej siebie odsłonie! Bo wiadomo – taka czerwień zobowiązuje.

WELEDA ROSE DLA EFEKTU WOW I WIELU KOMPLEMENTÓW
Jeśli ktoś potrzebuje odrobinę miłości, nie musi dalej szukać, może ją znaleźć w tej 7-dniowej wygładzająco-odżywczej kuracji zamkniętej w złotych ampułkach. Ten oto różany olejek do twarzy nie tylko pozwala zregenerować się zmęczonej, pozbawionej blasku skórze, ale działa również terapeutycznie, dlatego polecam go w chwilach, kiedy potrzebujemy trochę otuchy, dodatkowej dawki energii i zaopiekowania. Skóra faktycznie nabiera nowego życia i blasku, jej kolor staje się ujednolicony i promienny, a rytuał nakładania olejku z jego otulającym zapachem, zapewnia poczucie harmonii. W trudnym dla mnie czasie olejek ten naprawdę postawił mnie na nogi, czego miłym efektem ubocznym było dużo komplementów 🙂

THE ORDINARY GLYCOLIC ACID 7% EXFOLIATING TONER DLA BARDZIEJ PROMIENNEJ SKÓRY
Mimo wielu lat bronienia się przed używaniem wszelkiego rodzaju toników, w imię moje minimalistycznej filozofii pielęgnacyjnej, do toniku peelingujacego przekonała mnie bardzo szybko jedna z moich ulubionych #YouTube guru, #Dr. Shereene Idriss, która w swoim ostatnim wideo zaleca kilka razy w tygodniu ograniczyć się do jednoetapowej wieczornej rutyny pielęgnacyjnej używając złuszczającego kwasu AHA. Szczególnie skutecznym, wobec popularnej ekspertki, jest właśnie kwas glikolowy, gdyż posiadając najmniejszą cząsteczkę spośród innych kwasów AHA, sięga głębiej i działa skuteczniej, a przy okazji nawilża, więc jest odpowiedni do każdego rodzaju cery. Tonik marki #The Ordinary sprawdził się w tej roli bezbłędnie – po zaledwie kilku dniach używania, moja skóra jest bardziej promienna i zregenerowana, a zmarszczki wydają się spłycone. Kwasu glikolowego nie używamy podczas trwającej terapii retinoidami!

